Tajemnice szeptuch -zamawianie i zażegnywanie

Wierzenia i przesądy – przestrzegane były nie tylko przy wydarzeniach
ważnych i uroczystych, lecz przy powszednich czynnościach życia codziennego, zajęciach domowych, zajęciach rolniczych, przy hodowli bydła, w sprawach gospodarskich. Tradycje, postępowania, prawidła i przestrogi praktyczne, czerpane były bądź z doświadczenia, bądź z wyobrażeń teoretycznych.

Przykłady wierzeń i przesądów domowych:

 wchodząc do czyjejś izby, należy usiąść choć chwilę, boby tam dzieci nie spały;
 nie wolno niczego odmawiać kobiecie brzemiennej, by nie rozmnożyły się myszy i szczury w domu;

 w dni powszednie nie godzi się wyrzucać śmieci z domu po zachodzie słoń-ca, bo ten, kto pierwszy przejdzie przypadkiem dostanie kurzej ślepoty.

Przesądy rolnicze:
 podczas kwitnienia żyta nie można trzeć lnu ani konopi, bo żyto nie będzie plenne;

 tego dnia, w którym konopie się siały, nie powinien gospodarz wbijać kołków w ziemię, bo by mu konopie w górę nie rosły;

 żniwa nigdzie i nigdy nie odbywają się w poniedziałek30
.

Wierzenia i przesądy lekarskie:
 chcąc dobre zdrowie zachować lub utracone powrócić, trzeba się napić wody poświęconej w Jordanie;
 od wyrzutów skórnych skuteczne jest skąpanie się w rzece lub w stawi w Wielki Czwartek przed wschodem słońca, choćby woda była bardzo zimna;

 włosy ucięte lub wyczesane należy w ogniu spalić, bo wyrzucone na śmieci mogą zostać zabrane przez ptaka do wicia gniazda, a to sprowadza na tego czyje są włosy ból głowy, trwający tak długo, aż się gniazdo opróżni
 usłyszawszy pierwszy grzmot na wiosnę szybko należy się wygiąć mocno w tył, oparłszy się o płot, co zabezpiecza od łamania w krzyżu;
 niedobrze jest przestępować przez leżącą miotłę lub pogrzebacz, bo od tego nogi powyżej kolan będą boleć;
 piegi wiosenne zginą, gdy mający je ujrzawszy pierwszą jaskółkę na wiosnę pobiegnie i trzy razy twarz obmyje;
 na spędzenie płodu używa się odwaru barwinka albo świeżego sporyszu,
czyli rożków z żyta, których się zjada po dziewięć naraz;

 w ciężkim porodzie trzymają położnicę nad miską z wódką zapaloną;
 od febry dawano pić z wódką utarte knoty od świec łojowych albo odwar z młodych gałązek kasztanowca;

 aby się uwolnić od kataru należy nos wytrzeć w skrawek materiału i porzucić go na drodze, kto go podniesie, zabierze ze sobą katar32

.

Zamawiania i zażegnywania.

Z nieprzebranego zasobu środków mistycznych mających na celu uzdrowienia chorych, wybijają się na czoło lecznictwa ludowego zamawiania, praktykowane przez czarowników i znachorki. Ten sposób leczenia, zwany teurgicznym, wykazuje dziwną zgodność i jednolitość u ludów różniących językiem, zwyczajami, religią, pochodzeniem, rasą, odgrodzonych od siebie tysiącami mil nieprzebytych przestrzeni33

.

W Polsce sądzono, że zamówienia i zażegnywania posiadają większą moc niż zioła. Zamawiania mają moc mistyczną, zmuszającą Boga do postąpienia według woli zamawiacza. W praktykach guślarskich, a zwłaszcza w formułach zamawiania, słowo nabiera nadprzyrodzonego znaczenia. Słowami można sprowadzić (lub odwrócić) nieszczęście bądź chorobę. Do tego celu służy też
pismo, a nawet Biblia, która jako świętość, często w wierzeniach ludów Europy spełnia funkcje demoniczne.

Sztuka zamawiania strzeżona jest zazdrośnie przez wtajemniczonych, którzy utrzymują, że zamówienie wyjawione traci swą moc mistyczną. W przekonaniu ludu, wróż nie tylko może, ale powinien sposoby zamawiania przekazać jako swoiste dziedzictwo. Tajemnice te powinien powierzyć dziecku – osobie o nieskalanej niewinności, a zamawianie należy praktykować codziennie. Zażegnywania mają być wypowiedziane w oznaczonym czasie. Najodpowiedniejszą porą zamawiania jest północ, świt albo zmierzch, przed wschodem lub po za-
chodzie słońca

. Zamówienie krwi płynącej: „Zamawiam cię bożą mocą, Pana
Boga pomocą. Miała Magdalena trzy córki; jedna mówiła – »Pójdźmy stąd
i wędrujmy«. Druga mówiła – »Stójmy«. Trzecia mówiła – »Oto wróćmy się,
zostańmy i osiądźmy«. I ty, krwio, tu się zostań przez Pana Jezusa Syna Bożego,
Matuchniczkę jego i całą chwalebną Świętą Trójcę, i Anioły Święte w Duchu
św. W imię Boga Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Ojcze nasz, któryś jest…”

.
Ból zębów, jak zamówić: „Bożą mocą, Pana Jezusa pomocą. Dąb w boru,
kamień w morzu, księżyc na niebie, że póki te trzy bracia mocni się pospołu nie
zejdą, tak długo mnie zęby niech nie bolą. Przez Pana Boga moc, Syna Bożego
i Ducha Świętego pomoc, i Anioły Święte, Jego ciało chwalebne, i przez Trójcę
Świętą. W imię Boga Ojca i Syna, i Ducha św. Amen”

. Zażegnywanie róży:
„Szedł Pan Jezus z Najświętszą Panną Maryją bez ogród i bez cierniowy róży krzaczek; Ta kobieta z różą – oczkami se mrużą; – Idźże ty kobieto z tym bólem i z tą różą do wody… Na paździerze, na konopie, na konopne siemię, niech się ta
róża na lasach, na borach rozleje”
.

Leczący czarodzieje, wróżbici, baby, znachorzy i inni, w zależności od własnych możliwości swoją zapłatę otrzymywali często w ekwiwalencie. Chłopi nie żałowali wydatków na leczenie. Wieś bogaciła czarowników i znachorów. Ci według tego, „jak z kogo mogą pociągnąć” oraz w zależności od rodzaju udzielanej porady – zadawalali się zapłatą naturze: kawałem słoniny, mąką, lnem, kurą, jajkami, masłem, nawet bydłem, płótnem, odzieżą lub wódką
.
O lekarzach nawet nie myślano. Chłopi wierzyli bardziej babce, bo ta nie tylko umiała odebrać poród, ale znała jeszcze „przepisy”, żeby był on lekki, dziecko żywe, zdrowe, a złe siły nie miały dostępu do położnicy
.

Byli tacy, co leczyli schorzenia wyłącznie wodą (zamawiacze, szeptuchy).

Inni, czyli zielarze, leczyli ziołami, garncarze leczyli gliną. Znaczna część chłopów swoje zdrowie oddawała w ręce czarowników, wiedźm, bosorek, którzy wiedzę i moc magiczną uzyskali od nieczystej siły: demonów, upiorów, rusałek, wił itp. Chcąc zdobyć i utrzymać moc czarowania, musieli wyrzec się Boga, zapomnieć o nim, nie modlić się, nie chodzić do kościoła. Większość magicznych uzdrowicieli nie wiedziała tak naprawdę nic o leczonej przez siebie chorobie, leczyła intuicyjnie

.

Analiza dostępnych materiałów pozwala wyciągnąć następujące wnioski:

 profilaktyka w medycynie ludowej obejmowała szeroki zasób środków leczniczych, sposobów i metod postępowania wynikających z antropologii kultury wsi i z tradycyjnej XIX-wiecznej kultury chłopskiej;
 brak swobodnego dostępu i zaufania do medycyny racjonalnej, powodował w XIX-wiecznym społeczeństwie polskim konieczność radzenia sobie z niedomaganiami ciała, z cierpieniem i chorobą, przy pomocy dostępnych im sposobów. Lecznictwo ludu opierało się na lekach naturalnych roślinnych i zwierzęcych. Znajomość środków leczniczych i umiejętność stosowania ich przechodziła z pokolenia na pokolenie. W XIX-wiecznej społeczności nauczono się w tym zakresie samowystarczalności;

 w lecznictwie ludowym stosowano opozycję sacrum-profanum, swój-obcy, orbis interior-orbis exterior, żeńskie-męskie. Bardzo częste było intuicyjnie poprawne stosowanie środków i sposobów medycyny ludowej w terapii licznych chorób;

 wielu badaczy XIX w., w tym również lekarzy, starało się ocalić od zapomnienia sposoby lecznictwa ludowego. Liczne doniesienia, zwłaszcza w periodykach antropologicznych świadczą o bardzo dużym zaangażowaniu w zachowanie treści medycyny ludowej dla kolejnych pokoleń. W drugiej połowie XIX w. lecznictwo ludowe na skutek przenikania racjonalnej medycyny do najdalszych zakątków wiejskich zostało zmarginalizowane, a jego przedstawiciele traktowani negatywnie.

Wiedza o medycynie ludowej nadal jest fragmentaryczna i nie do końca przebadana. Medycyna ludowa to wiejskie, domowe sposoby leczenia, które opierają się głównie na surowcach uzyskiwanych ze świata roślinnego, a więc z ziół, krzewinek, krzewów i drzew, a także pnączy, porostów i grzybów; roślin dziko rosnących, jak i uprawianych w tym celu. Medycyna ludowa zawiera
w sobie również modlitwy i pieśni do świętych odpowiedzialnych za opiekę nad leczeniem chorób i zaraz. W końcu medycyna ludowa to również wiara w magię, rytuały i zamawianie chorób. Obraz tego rodzaju lecznictwa w opinii społecznej, a także w wielu środowiskach, jest na ogół mocno spłycony i zniekształcony, a także mocno tendencyjny, przez co nieprawdziwy. Część stosowanych sposobów leczenia była przykładem na ciemnotę i niewiedzę, ale jednak wielu znachorów, wiejskich bab zamawiaczek, kowali i owczarzy to bezimienna rzesza ludzi posiadająca ogromną wiedzę w dziedzinie lecznictwa i umiejętność jej zastosowania w pomocy XIX-wiecznemu społeczeństwu.

Wiele z ludowych sposobów zachowania zdrowia zostało opisanych w periodykach, jak również w wydawnictwach zwartych, opracowanych przez etnografów, socjologów oraz nielicznych lekarzy. Oskar Kolberg w swoich dziełach spisywał przekazywane drogą ustną przez XIX-wieczny lud pieśni, modlitwy, wierzenia, receptury na domowe leki oraz sprawdzone domowe sposoby na uzdrawianie. Drugim, cennym źródłem relacji i opisów są czasopisma „Zbiór Wiadomości do Antropologii Krajowej”, a także „Lud” oraz „Wisła”.

Opisy ówczesnych terapii i medykamentów znaleźć można w Nad Niemnem Elizy Orzeszkowej, Anielce i Antku Bolesława Prusa. Słynne włożenie  Rozalki – siostry Antka – do pieca chlebowego na 3 „zdrowaśki” przez dziesięciolecia służyło za przykład ciemnoty i zacofania. W istocie istnieje też wiele przykładów na to, jak ogromną wiedzę empiryczną posiadali znachorzy, owczarze, kowale, czy tak zwane baby-zamawiaczki radzące sobie w XIX-wiecznej rzeczywistości z „zarazami” za pomocą ziół, magii i modlitw. Część ówczesnej
wiedzy przetrwała w ziołolecznictwie do dziś.

 

Prawdziwe spotkanie z szeptuchą

Anna Bondaruk z Rutki nie ma telefonu, nie da się do niej umówić z wyprzedzeniem. Dzwonię do sołtysa z jej wsi z pytaniem, czy może coś poradzić, żeby przyjęła mnie w sobotę, kiedy dotrę na Podlasie. “Przyjmie panią!” – mówi. “Ale może niech pan mnie do niej zapisze, powie, że będę tak o 17.00?” – dopytuję. “A po co będę pytał? To dobra pani, przyjmie”. I przyjmuje. Stoi w sadzie i patrzy prosto na mnie, kiedy przejeżdżam obok jej domu, jakby na mnie czekała. Jest drobna, delikatna, włosy zawinęła w chustę. Z jej twarzy wyłaniają się mądre oczy, którymi od czasu do czasu na mnie patrzy. Mówi, że gdyby było ciepło, przyjęłaby mnie przed domem, przy błękitnej ścianie. “Tam stał Jezus, jak miałam iść do szpitala. Miał kociołek, a w środku jakaś szata. Przykrył mnie nią, żeby mi było ciepło i nie poszłam”.

Siadamy w izbie. Na ścianie święty obrazek i ususzone gałęzie lipy. “Na co te gałęzie?” – pytam. “Tam za obrazem Jezus siedzi, musi mieć po czym iść” – odpowiada enigmatycznie, mieszaniną polskiego i białoruskiego. Kładzie mi księgę na czole, pyta o imię i zaczyna szeptać modlitwę. Początkowo słowa da się jeszcze rozróżnić, mają dźwięk. Potem zaczyna mówić na wdechu, jakby do środka. Słychać tylko, jak stykają się ze sobą jej wargi. Siada naprzeciwko mnie na stołeczku, podwija mi nogawki i dotyka kostek obu nóg, wypowiadając kolejne słowa w cerkiewno-słowiańskim. W końcu chwyta mnie za małe palce u rąk i delikatnie przesuwa je od prawej do lewej. Jej dłonie są pomarszczone i bardzo zimne, co ma zaskakujące, kojące działanie. Jak chłodny okład przyciśnięty do oparzenia. Trwa to przynajmniej czterdzieści minut. W tym czasie opowiada mi o osobach, które przyszły do niej po pomoc. O mężczyźnie, który zostawił jej 100 dolarów na krzyż przy cerkwi, bo poczuł ciepło, gdy leczyła jego kolana. Kobiecie z Warszawy, która cierpiała na depresję lękową, a po modlitwie ozdrowiała. Wysłała do pani Anny list, w którym napisała, że dzięki niej zdobyła pieniądze. “Jakie pieniądze?” – spytała ją szeptucha. “Przecież ja ci pieniędzy nie zamawiała”. “Wyzdrowiałam, poszłam do pracy. I teraz mam za co żyć”.

Ostatnia faza trzymania za małe palce. Babcia łapie dodatkowo jeszcze serdeczny palec lewej ręki, zaczyna go ciągnąć w lewą stronę i szepcze coś o kołtunie, złym oku i żeby sobie poszło. Kołtun to coś, co tworzy się z nerwów lub w wyniku rzuconego uroku. Mówi jeszcze, że moje przewlekłe zapalenie zatok to wina “mocnego nerwa”. Że przydałaby się wełna z cukrem. Chwilę duma, po czym postanawia zrobić to inaczej. Wstaje, na gazecie rozsypuje mak, dodaje kawałki suchego chleba, przynosi wodę ze studni i prawą ręką kroi chleb. Wszystko układa obok siebie i na stojąco zaczyna się modlić. Pyta o imię mojego syna, rodziców, rodzeństwa i wplata je w słowa długiej litanii. Na zakończenie zaczyna się pochylać do samej ziemi, mówiąc, że “idzie modlitwa”. Teraz jest w kręgosłupie. W kolanach. W stopach. “Czuje ciepło?”. Może to tylko sugestia, ale czuję. Szeptanie skończone. Pytam jeszcze, czy mogę jej zrobić zdjęcia, ale jest nieugięta. “Nie chcę. Stara jestem, teraz już nie chcę”. Ukradkiem udaje się telefonem uwiecznić zaschnięte gałęzie lipy nad drzwiami. Biorę jej rękę w swoje dłonie, żeby podziękować, ale słyszę, że za to się nie dziękuje. Mam wracać prosto do domu, żeby zabrać ze sobą modlitwę.

Modlitwy, świecowanie uszu, oczyszczanie jajem…

W jaki sposób szeptucha uzdrawia i zdejmuje klątwy? Metod jest wiele. Eugenia stosuje na przykład świecowanie uszu i topienie wosku. Anna Bondaruk modli się w cerkiewno-słowiańskim, używa też chleba, cukru i maku. Poza tym jest jeszcze palenie lnu czy przeciąganie dziecka przez spódnicę (ma pomóc na “złe oko”. Popularną metodą odpędzania złego jest też oczyszczanie jajem. Rytuał ten można odprawiać również samodzielnie w domu. Wystarczy przez co najmniej siedem dni wbijać do szklanki z wodą jajko (takie od szczęśliwej kury!) i ustawiać ją przy łóżku przed snem. Rano miksturę należy wylać, a naczynie przemyć wodą z solą.

Możesz również polubić…