Moc słowa i modlitwy – tajemnice podlaskich Szeptuch
Jedni uważają je za uzdrowicielki w sprawach beznadziejnych. Inni za szarlatanki. Albo za praktykujące czarną magię. Same szeptuchy powołują się na dar boży, którym dzielą się z innymi modlitwą. Jak w XXI wieku funkcjonują podlaskie szeptuchy, które zdrowie, miłość i bogactwo zamawiają u Boga.
Ty masz na sobie urok, dziecko” – orzekła koścista starowinka z chustą na głowie. Wskazała krzesło w kuchni i spytała: „Z czym przychodzisz, Ania?”. Ania przyjechała z egzemą. Wysypka pojawiła się na jej dłoniach kilka lat wcześniej, podczas studiów doktoranckich. Zanim trafiła do drewnianej chatki szeptuchy z Podlasia, odwiedziła wielu specjalistów medycyny akademickiej, w tym słynną dermatolożkę z Białegostoku, która była jej ostatnią deską ratunku. „Siedziałam w poczekalni pełna nadziei. Bez żadnych badań lekarka zdiagnozowała łuszczycę. Nie byłam zaskoczona, to samo mówili specjaliści, u których byłam wcześniej. Ale nie pomógł żaden z przepisanych przez nich leków ani maści i sterydy. Co więcej, pani doktor powiedziała, że nie zajmie się leczeniem skóry rąk, ponieważ łuszczyca jest chorobą przewlekłą i nie da się jej wyleczyć. A ona lubi sukcesy” – wspomina swoją wizytę Ania. Po wyjściu z gabinetu przepłakała kilka godzin. Nie mogła uwierzyć w ten brak profesjonalizmu i zwykłej empatii ani pogodzić się z tym, że nie ma dla niej ratunku.
Ale pomoc przyszła, choć z dość niespodziewanej strony. Od podlaskiej szeptuchy.
Szeptucha z Orli znała moje imię
Ania nie wiedziała, czego ma się spodziewać, gdy za namową przyjaciółki pojechała z problemem do wsi Orli. „W sieni czekało kilka kobiet. Gdy otworzyły się drzwi od innego pomieszczenia, ze środka wyszły dwie kobiety. Jedna krzyczała, druga płakała. Jak się później dowiedziałam, ta płacząca miała raka. Szeptucha nie mogła jej już pomóc” – opowiada Ania i dodaje: „Wtedy wskazała na mnie. Powiedziała, że przyjechałam z daleka, więc przyjmie mnie w pierwszej kolejności”.
Szeptucha z Orli zaskoczyła ją swoją wiedzą jeszcze nieraz. „Znała moje imię, mimo że jeszcze się nie przedstawiłam. Znała imię mojej prababci, chociaż nie było popularne – Ksaweryna. Skarżyła się na dzieciaki bawiące się na zewnątrz, chociaż okna były zasłonięte, a w izbie było cicho jak makiem zasiał” – wymienia Ania. Zanim przeszła do rytuału uzdrawiającego, szeptucha powiedziała o rzuconym uroku. Wymieniła nazwiska osób odpowiedzialnych za klątwę. „Zapytała, czy ma ją zdjąć, bo to będzie miało swoją cenę. Zgodziłam się. Nie dopytałam, jaka to będzie cena. Chciałam się oczyścić. Jeszcze zanim przyjechałam do szeptuchy, słyszałam opowieści, że te wizyty zawsze coś kosztują i nie chodzi o pieniądze. Mówi się, że one coś dają i coś odbierają” – wyjaśnia Ania.
Staruszka założyła jej na głowę białą chustę, spaliła paczuszkę lnu i okadziła ciało dymem. Cały czas się modliła. Na początku wolno i głośno, później coraz szybciej i szybciej, aż przeszła w bełkot. W pewnym momencie szeptucha z Orli całkowicie ucichła i zdjęła chustkę. „Powiedziała: »Nie bój się«. Odpowiedziałam, że się nie boję, na co ona zaczęła się śmiać. Ten śmiech był dość demoniczny. Gdy dotknęła mnie, poczułam, że jest bardzo gorąca” – wspomina Ania. Wychodząc, dostała zalecenie, że ma przyjechać jeszcze dwa razy, i pracę domową. Nie zdradzi jaką, to tajemnica. Poza tym każdy dostaje inną. Na przykład należy wylać wodę pod krzyżem, spalić kawałek papieru o konkretnej godzinie, odmówić różaniec, zjeść kawałek chleba, schować stearynę z roztopionej świeczki pod poduszką. Ania po wizycie czuła się bardzo zmęczona. Gdy wróciła do domu, padła na łóżko i długo spała. Wkrótce jej życie miało się zmienić…
Boży dar
Szeptuchy na Podlasiu znają wszyscy. To uzdrowicielki. Lekarki pierwszego kontaktu dla mieszkańców podlaskich wsi i ostatnia instancja w sprawach beznadziejnych dla przyjezdnych.
Prawie każda wieś w kwadracie między Bielskiem Podlaskim, Hajnówką, Czeremchą i Siemiatyczami ma swoją uzdrowicielkę, choć trudno oszacować dokładnie, ile ich jest. Znają zaklęcia ludowe i modlitwy prawosławne, którymi leczą ciała i dusze. Formuły wypowiadają zazwyczaj szeptem (stąd ich nazwa), niewyraźnie, melorecytując w języku polskim
i staro-cerkiewno-słowiańskim. Twierdzą, że to nie one leczą, a tylko zamawiają zdrowie u Boga. „Dla tożsamości szeptuch kluczowy jest wątek daru bożego. To, co robią, nie jest ich decyzją, ale darem od Boga. One pełnią swoją posługę”
Róża, wiatr, kołtun w metodach leczenia szeptuch
„W życiu nie ma przypadków, ale czy wyzdrowienie córki jest zasługą szeptuchy, tego nie wiem. Wiem za to, że faktycznie problem zniknął” – mówi Małgosia, dziennikarka z Warszawy. Jej córka chorowała na zapalenie ucha. Pierwszy raz obudziła się z bolącym uchem tuż przed czwartymi urodzinami, dwa miesiące po pójściu do przedszkola. Standard. Tylko że ten pierwszy raz rozpoczął cały maraton chorobowy. W ciągu dwóch miesięcy zachorowała trzykrotnie. Laryngolog dał skierowanie do szpitala na operację założenia sączków z możliwym usunięciem trzeciego migdała, ponieważ konsekwencją chorób był niedosłuch. Terminy zabiegu były odległe. Przyszło lato, problem ustał. Jesienią wrócił ze zdwojoną siłą. „Nie chciałam tej operacji, ponieważ nie zawsze przynosi rezultaty, ale czułam się bezradna” – wyznaje Małgosia. O szeptusze usłyszała od znajomej znajomych. „Możliwe, że nie zdecydowałabym się, gdyby nie fakt, że można to było zrobić zdalnie. Wyglądało to tak, że po umówieniu się telefonicznym miałam przesłać na podany adres koszulkę córki, a dokładnie nową koszulkę kupioną specjalnie na tę okazję, w której przespała noc. Do koperty dorzuciłam zdjęcie córki i 20 złotych. Słyszałam, że daje się co łaska” – relacjonuje. Wkrótce potem Małgosia zapomniała o sprawie. Głównie dlatego, że córka przestała chorować. „Miewała katar, ale już nigdy nie zakończył się zapaleniem ucha. O szeptusze przypomniała mi przyjaciółka, która po prostu o nią kiedyś zapytała. Nie wiem do końca, czy to jej zasługa, czy córka wyrosła z tej choroby. Ale cieszę się, że wyzdrowiała i obeszło się bez operacji”
„Mama mówiła, że bałam się wody, co było dość powszechnym powodem zabierania dzieci do szeptuch” – wspomina Ewelina Sadanowicz, etnolożka, doktorantka w Instytucie Socjologii i Kognitywistyki Uniwersytetu w Białymstoku, która zajmuje się naukowo szeptuchami. „Pamiętam, że kobieta wodziła czymś nad moją głową, a później dała mi herbatniki, które miałam jeść przez kilka dni po wizycie” – opowiada. Przyznaje, że chociaż rytuały wciąż są takie same, to przyczyny, z którymi przyjeżdża się do szeptuch z Podlasia i innych części kraju, są różne. „Począwszy od bardzo poważnych chorób jak nowotwory, przez problemy skórne i inne choroby, na które lekarze medycyny klasycznej machnęli ręką, po kłopoty miłosne albo finansowe. W kwestiach zdrowotnych szeptuchy zachowały ogólną ludową klasyfikację chorób, którą można było spotkać na całej Słowiańszczyźnie na początku XX wieku” – wyjaśnia etnolożka. Cały świat bolączek szeptuchy dzielą na pięć problemów. „Pierwszy to róża, czyli najróżniejsze zmiany i choroby dermatologiczne. Drugi to wiatr, czyli przewianie powodujące bóle szyi, korzonków, przeziębienia. Są jeszcze przestrach i urok, będące przyczynami chorobowymi, a nie samą jednostką chorobową, i ostatni, najpoważniejszy, nerw-kołtun. Wierzenia ludowe mówią, że każdy człowiek ma w sobie wrażliwą istotę, która – podrażniona – zaczyna wędrować po ciele i powodować różne dolegliwości, np. guzy, paraliże, a nawet nowotwory. Jest odpowiednikiem współczesnego stresu” – mówi Ewelina Sadanowicz.
Rogaty za piecem
„Słyszałam o przypadkach, że osoba, która rzuciła na kogoś urok, po zdjęciu go przez szeptuchę, umarła. Wśród szeptuch istnieje bardzo duża wiara w ciąg przyczynowo-skutkowy, który można nazwać karmą”
Podlasie szeptuchy często posądzane są o czerpanie siły od diabła. Na forach internetowych można przeczytać, że babcia ma „rogatego za piecem”. Szeptuchy wierzą, że tego nie robią, natomiast zdanie mieszkańców Podlasia jest podzielone. „Większość szanuje je i wierzy w to, co czynią, ale są takie osoby, zwłaszcza ortodoksyjnie wierzące, które uważają, że szeptuchy są zagrożeniem, ponieważ nie wiadomo, od kogo czerpią swoją moc. Kiedy zapyta się duchownych katolickich czy prawosławnych, zawsze mówią, że trzeba uważać. Oficjalnie Kościół katolicki i Cerkiew prawosławna zakazują praktykowania i korzystania”
Ludowym uzdrowicielom nadaje się różne nazwy, zależnie od regionu i tradycji. Na Podlasiu na określenie kobiet uzdrowicielek obok terminów „babka” i „starucha”, coraz częściej używa się nazwy „szeptucha”. Nie jest ona tradycyjna i ogólnie rozpowszechniona. Weszła w użycie, gdy wielu dziennikarzy zaczęło się interesować uzdrowicielami na terenie Podlasia, a zwłaszcza kobietą z Orli, do której po pomoc codziennie zgłasza się wiele osób z różnych zakątków Polski.
„Zamawiacze” to osoby stosujące w procesach leczenia medycynę ludową, która „obejmuje metody leczenia stosowane tradycyjnie w społeczeństwie wiejskim, metody utarte, sprawdzone. Przekazywane zazwyczaj ustnie z pokolenia na pokolenie […] składa się przede wszystkim z wiedzy o leczniczych właściwościach roślin oraz szeregu zabiegów medycznych”. Do owych „zabiegów medycznych” zaliczamy zamowy i modlitwy. Dawniej uzdrowiciele używali ziołolecznictwa, jednak praktyka ta powoli zanika. Medycyna ludowa łączona jest z czynnościami magicznymi. Wiąże się to z dawnymi przekonaniami, według których za przyczyny wielu chorób uważano np. klątwy rzucane przez czarownice czy osoby o tak zwanym „złym (urocznym) oku”.
Słowa modlitw i zamów nie są powszechnie znane, choć sporadycznie zdarza się ich spisanie, czego przykładem jest książka Franciszka Kotuli Znaki przeszłości. Odchodzące ślady zatrzymać w pamięci. Swoją wiedzę szeptucha przekazuje najczęściej najstarszej kobiecie z rodziny, która najlepiej żeby była już po menopauzie. Zdarza się, że szeptuchy nie mają potomkini, którą mogłyby nauczyć, lub odmawia ona przyjęcia na siebie obowiązków uzdrawiaczki. W takim przypadku wiedza zostaje przekazana osobie, którą szeptucha wyznaczy. Najczęściej jest to kobieta z sąsiedztwa, do której ma szczególne zaufanie. Sporadycznie można się spotkać z przekazaniem wiedzy mężczyźnie – a więc z postacią szeptuna. W momencie przekazu tekstów zamów i modlitw obecna jest tylko szeptucha ze swoją następczynią. Kobiety siedzą w izbie, póki adeptka nie nauczy się wszystkiego na pamięć. Słów zamów nie można spisać na kartce, gdyż mogłyby się dostać w niepowołane ręce. Po przekazaniu wiedzy szeptucha przestaje uzdrawiać, traci moc do tego niezbędną, często też niedługo po tym umiera.
Dawniej prawie żadna szeptucha nie godziła się na udzielanie wywiadów, a już tym bardziej na nagrywanie uzdrawiania. Dziś coraz więcej uzdrowicielek zgadza się na rozmowę z dziennikarzami i udostępnienie swych wizerunków w mediach, lecz nadal nie zdradzają one swojej największej tajemnicy, czyli słów modlitw i zamów, oraz nie tłumaczą swoich gestów, co obrazuje dokument filmowy Szept w reżyserii Anny Żakowieckiej-Krysiak i Michała Baranowskiego, gdzie szeptucha godzi się na nagrywanie rytuału, ale w momencie, gdy modli się nad osobą, głos zostaje ściszony i stłumiony. Można podejrzewać, że nie wyraziła ona zgody na upublicznienie samych modlitw i zamów.
Materiał do niniejszego artykułu zebrałam w toku wywiadów z szeptuchami i ich pacjentami, które przeprowadziłam w lipcu i sierpniu 2015 roku w Białymstoku i Sokółce w województwie podlaskim.
2.
Trwałość praktyk medycyny ludowej wynika z tego, że niegdyś na wsiach, zwłaszcza na wschodzie Polski, wiara w moc uzdrawiania była bardzo silna. Wieś musiała być samowystarczalna, gdyż często miała utrudniony dostęp do miasta, przez co szybkie dotarcie do lekarza było niemożliwe. Dodatkowo w społeczeństwie wiejskim panowało przekonanie, że choroba przychodzi z zewnątrz, a sprowadzają ją siły nadprzyrodzone. Pomocy szukano w sąsiedztwie u osób, które znały się na ziołolecznictwie lub u takich, którym znane były formuły zamawiań. Najczęściej zamowy znały kobiety, gdyż to do ich obowiązków należała opieka nad domem, w tym nad zdrowiem domowników. W czasach przedwojennych niemal każda wieś posiadała swojego akuszera, jednak społeczność wiejska darzyła go ograniczonym zaufaniem. Ludziom żyjącym na wsi obce były techniki, jakimi posługiwano się w nowoczesnym leczeniu. Dodatkowo korzystanie z opieki wykwalifikowanych lekarzy było zbyt kosztowne, zwłaszcza w przypadku specjalistów. Do medyków zwracano się, gdy znachor lub zamawiacz nie byli w stanie pomóc.
Dziś coraz więcej ludzi, również z miast, korzysta z usług wiejskich uzdrowicieli. Józef Radzicki wyróżnia sześć najistotniejszych powodów, które sprawiają, że chorzy się na to decydują:
1) choroby nieuleczalne;
2) brak skutków leczenia podejmowanego przez lekarzy;
3) obawa przed bólem;
4) niemożliwość zagwarantowania przez lekarza skutecznych wyników leczenia;
5) ciekawość i zainteresowanie metodami znachorów;
6) sugestia masowa.
Osoba chora jest ciekawa, czy zamawiacz może pomóc w jej przypadłości, a z drugiej strony, sugeruje się opinią innych, którzy uważają, że otrzymali pomoc i wyszli z ciężkich chorób i to zaraz po wizycie u uzdrowiciela. Często spotykałam się z takimi postawami u moich rozmówców. Twierdzili, że o uzdrowieniach dowiadywali się od osób ze swego otoczenia – sąsiadów lub współpracowników. Ci z kolei wiedzieli o tej metodzie od swoich bliskich lub pamiętali, że na wsi, w której się wychowywali był uzdrawiacz, z usług którego często korzystali mieszkańcy. Chorzy rozpoczynali poszukiwania w momencie, kiedy tracili nadzieję na wyzdrowienie lub specjaliści nie wiedzieli, co jest przyczyną choroby i nie potrafili im pomóc.
3.
Większość szeptuch jest wyznania prawosławnego, toteż nie przyjmują w niedziele i święta prawosławne, gdyż wtedy poświęcają się modlitwie w cerkwi. W inne dni do szeptuchy można przyjść o każdej porze. Osoby niepełnosprawne i dzieci często przyjmowane są poza kolejką. Rytuał uzdrawiania jest sprawą indywidualną. Zależy od szeptuchy i od przypadku, jaki uzdrawia. Stałym jego elementem jest zamawianie lub modlitwa. Przy modlitwie podlaskie uzdrowicielki robią trzykrotny znak krzyża, obejmują rękoma, zasłoniętą białą lub czerwona chustą twarz chorego, dotykają go w bolące miejsce. Chory trwa w bezruchu. Wynikać to może z zależności ruch – bezruch. Jolanta Kowalska ruch w obrzędach utożsamia z życiem, zaś bezruch ze śmiercią. Idąc tym tropem, w rytuale uzdrawiania, życie (ruch) można odczytywać w kontekście nadania osobie uzdrawianej nowego życia, w zdrowiu. Ruch przyczynia się do wypędzenia choroby, tym samym odrodzenia chorego. Bezruch osoby uzdrawianej jest śmiercią w przenośni, gdyż choroba ogranicza funkcjonowanie w pełni. Uzdrawiacz staje się medium między Bogiem lub chorobą, tym samym pobudza bezruch i odgania śmierć, aby przywrócić chorego na ścieżkę życia. Z pomocą Boga, do którego zanosi modlitwy, uzdrawiacz staje się kreatorem nowej rzeczywistości.
Do przeganiania chorób używa się nie tylko modlitw i zamów, ale często także specjalnych narzędzi: nożyc, chust, noży, różańca, świec, garnków do topienia wosku. Sporadycznie szeptuchy stosują zioła, które służą do okadzania. Na koniec chory sam musi wypełnić rytuał, wykonując zadanie powierzone przez uzdrawiaczkę. Najczęściej otrzymuje kawałek zamówionego chleba lub ciastka. Większość moich rozmówców, którzy byli uzdrawiani przez szeptuchę z Orli, często na koniec dostawała kromkę chleba podzieloną na trzy części. Każdą z części należało spożyć o określonej porze dnia: rano, po południu, wieczorem, zmawiając przy tym trzykrotnie Zdrowaś Mario.
Do szeptuchy najczęściej przychodzi się z chorobami, takimi jak: kołtun, róża (choroby skórne), wiatr (przeziębienia, bóle stawów), nerw (choroby o podłożu psychicznym i neurologicznym), przestrach, uroki. Kołtunem określa się zbitą, nawet niewielką ilość włosów, którą trudno jest rozczesać. Najczęściej pojawia się u osób mających gęste, kręcone włosy. Kołtun często łączy się również z nerwem, co może wynikać z dawnych wierzeń, według których był on sprawcą wielu chorób. Oprócz zamów i modlitw do zdjęcia kołtuna służą nożyce. Szeptucha kładzie je na głowie osoby uzdrawianej, a następnie przechodzi do zamawiania i w ten sposób powoli odsuwa kołtun od głowy. Zabieg często powtarza trzykrotnie, jeśli kołtun jest już wystarczająco daleko, szeptucha ścina go. Kołtun może również rozchodzić się po całym ciele, czego znakiem są tworzące się pod skórą guzki. Do usunięcia takiego rodzaju kołtuna służy owcza wełna. Szeptucha nakazuje osobie dotkniętej taką przypadłością włożyć pod poduszkę zamówioną wcześniej wełnę oraz robić z niej okłady w miejscach, gdzie pojawiły się zgrubienia skórne. Owcza wełna ma wyciągać chorobę. Znakiem pozbycia się choroby jest zwijanie się wełny, którą następnie należy wyrzucić, by została zebrana przez ptaki i wykorzystana do budowy ich gniazd. Z kołtunem u szeptuchy była moja rozmówczyni pani Jolanta z Sokółki, którą w dzieciństwie do uzdrowicielki zaprowadziła mama. W zamieszkałym przez nią regionie wierzy się, że dziecku tworzą się kołtuny na włosach, jeśli jest nerwowe, a to z kolei może wróżyć nerwicę w życiu dorosłym. Szeptucha nałożyła na głowę dziewczynki lnianą chustę i odmawiała modlitwy. Na koniec kazała spożywać zamówione bułki.
Przestrach i urok uważane są za przypadłości wywodzące się ze szkodliwych działań drugiej osoby. Najczęściej dotknięte zostają dzieci, często narażone na spojrzenia osób posiadających złe (uroczne) oko. Dziecko, na które spojrzy taka osoba, a dodatkowo pochwali, często staje się powolne, ospałe i podupada na zdrowiu. Przy zdejmowaniu przestrachu bądź uroku najczęściej używany jest wosk pszczeli w formie świeczki. Szeptucha stapia na piecu wosk ze świecy w małym garnku. Następnie przelewa wosk nad głową osoby uzdrawianej do większego garnka z zimną wodą. Z kształtu wosku wyjętego z wody uzdrawiaczka odczytuje, co stało się powodem choroby. Powstałe na wosku grudki ukazują chorobę, która zostaje wyciągnięta z osoby uzdrawianej, dlatego też wosk jest przelewany, aż nie stanie się gładki; daje to pewność całkowitego usunięcia dolegliwości.
Wiatrem nazywa się dolegliwości związane z bólem, zwłaszcza szyi i kończyn, co w konsekwencji może prowadzić do paraliżu. Inną nazwą jest po prostu przewianie. Przypadłość ta jest bardzo ciężka do rozpoznania, gdyż objawy podobne są do innych chorób. Bóle stawów mogą wywodzić się z wiatru albo nerwu (wówczas są to nerwobóle). Jeśli szeptucha nie jest pewna przyczyny bólu, stosuje leczenie ogólne. W filmie dokumentalnym Szept możemy zaobserwować, jak jedna z szeptuch stosuje najczęstszą metodę odpędzenia wiatru. Uzdrowicielka zbiera popiół z pieca. Pył wsypuje do szklanki, którą zawija w białą chustę. Następnie odwraca zawiniątko i dotyka nim bolącego miejsca, modląc się przy tym. Po skończonym obrzędzie odwija szklankę i obserwuje, jak ułożył się w niej popiół. Na obecność choroby wskazuje osadzenie się na boku szklanki warstwy popiołu, z widocznymi gdzieniegdzie dziurami.
Różą określa się wysypkę lub zaczerwienienie skóry, rzadziej znamiona i rany. Najczęściej do wypędzenia róży używane są pakuły lnu. Szeptucha zamawia trzy lub dziewięć pakuł, następnie zawija je w kulkę i spala je nad przykrytą lnianą chustą głową osoby uzdrawianej, mówiąc przy tym zamowy i modlitwę. Choroba ma oddalić się wraz z ulatującym dymem jak najdalej od człowieka. Moja rozmówczyni, pani Joanna z Wysokiego Mazowieckiego, była u szeptuchy ze swoją córką, która miała lekki obrzęk skórny. Dziewczynka urodziła się z naczyniakiem przy lewym uchu. Lekarze zapewniali, że zniknie do kilku tygodni, jednak tak się nie stało. Za namową sąsiadki pani Joanna postanowiła wybrać się z dzieckiem do szeptuchy z Orli. Uzdrawianie wspomina następująco: „Nakryła lnianą ścierką głowę, na to położyła zwity w kłębek len i podpaliła. Następnie zataczała ręką koła wokół głowy i mówiła kilkukrotnie, aby zło odeszło. Po tym zdmuchnęła pozostałości podpalonego lnu. Na koniec dała nam kawałek chleba i kazała wyrzucić na pierwszych rozstajach dróg za siebie, prosząc zło, aby odeszło. Po paru dniach naczyniak zniknął, została po nim tylko niewielka kropka”.
Mimo że szeptuchy specjalizują się w uzdrawianiu innych chorób niż lekarze, to coraz częściej zgłaszają się do nich osoby z chorobami leczonymi farmakologicznie. Przykładem może być moja rozmówczyni pani Magda z Białegostoku, która miała chorą tarczycę. Zdaniem lekarza schorzenie to było nieuleczalne. Pani Magda po kilkuletniej walce z chorobą postanowiła zgłosić się do babki z Orli. Po objaśnieniu, co jej dolega, usłyszała, że z tarczycą należy udać się do lekarza, a nie do uzdrowiciela. Mimo oschłości babka z Orli zainteresowała się stanem jej zdrowia i dopytała o życie osobiste. Następnie nałożyła na głowę białą chustę i odmawiała różne niezrozumiałe modlitwy. Pani Magda nie chce zdradzać dokładnego przebiegu rytuału uzdrowienia, wynika to z wiary, iż ujawnienie spowoduje nawrót choroby. Dwa miesiące po wizycie w Orli, pani Magda miała kontrolne USG tarczycy, na którym nie wykryto nieprawidłowości. Lekarz kazał wykonać badanie TSH (hormony tarczycy), gdyż wydawało mu się niemożliwe, aby choroba zniknęła. Badania wykazały normę. Lekarz nakazał odstawić brane od dwóch lat leki (Euthyrox) i zgłosić się po kilku miesiącach. Moja rozmówczyni wspomina, że była zaskoczona, gdyż choroba nie wróciła.
Powyżej opisane schorzenia i sposób ich uzdrawiania stanowią jedynie najczęściej spotykane przykłady. Należy pamiętać, że każda szeptucha do rytuału może używać różnych metod i narzędzi, które uważa za odpowiednie i pomocne. Wszystkim rytuałom towarzyszy zawsze modlitwa i zamawianie.
4.
Zuzanna Grębecka w książce na temat magii słów przypomina, iż magią nazywa się to, co uważa się za niezrozumiałe, nieprawdopodobne czy tajemnicze13. Osoby uzdrawiane nie rozumieją znaków ani słów, jakimi posługuje się uzdrowiciel. Dodatkowo nie jest dla nich jasne, w jaki sposób te słowa i gesty mają pomagać. Warunkiem spełnienia rytuału staje się wiara. Jednak nie jest ona związana z wyznaniem, ale zaufaniem do szeptuchy i zawierzeniem w skuteczność jej działań.
Jean Maisonneuve w książce Rytuały dawne i współczesne pisze: „Rytuały oznaczają […] całość lub tylko pewną część praktyk nakazanych lub zakazanych, powiązanych z wierzeniami magicznymi czy religijnymi, z ceremoniami i ze świętami, które bazują na dychotomii: sacrum – profanum, czyste – nieczyste”. Rytuał uzdrawiania nie wiąże się bezpośrednio z obowiązującymi normami kultu religijnego. Do jego strefy sacrum zaliczyć można jednak kult Boga, Matki Boskiej i świętych, natomiast jego istotą jest zwrot do chorób, a te znajdują się w strefie świeckiej. Zamawiacze modlą się do Boga (sacrum) lub choroby (profanum). Uzdrawiacz poprzez modlitwę wchodzi w dialog z siłami boskimi i staje się mediatorem między nimi a osobą uzdrawianą, która pozostaje w sferze ziemskiej, a więc związanej z profanum. Uzdrawiany czuje energię wypływającą z powtarzalności gestów uzdrowiciela. Słowa modlitwy stanowią tabu, osoba uzdrawiana może się domyślać, co w danej chwili robi uzdrawiaczka tylko na podstawie gestów, jakie zostają przez nią wykonane.
Zuzanna Grębecka wyodrębnia trzy czynniki, składające się na prawidłowe wykonanie rytuału: wypowiadanie zaklęć, czynności ruchowe i zachowanie tajemnicy. Do zaklęć zaliczamy zamawianie i modlitwy. Warunkiem ich skuteczności staje się dokładne wypowiedzenie wszystkich słów oraz precyzyjne wykonanie gestów. Związany z tajemnicą zakaz nie dotyczy tylko zakazu zdradzenia słów modlitw i zamów wykonanych przez szeptuchę. Osoba uzdrawiana nie może rozpowiadać tego, w jaki sposób przebiegało całe uzdrawianie, gdyż zabieg nie przyniesie wtedy oczekiwanych skutków, a choroba wróci.
Celem rytuału uzdrawiania staje się nie tylko wypędzenie choroby, ale też zapewnienie komfortu psychicznego osobie uzdrawianej. Maisonneuve zauważa, iż funkcją rytuału jest panowanie nad zmiennością i strachem oraz obcowanie z nadprzyrodzonymi, tajemniczymi formami.
5.
W praktykach uzdrawiania nieprzypadkowe są liczby, które ze względu na przekonanie szeptuch, że ich moc związana jest z Łaską Bożą, proponuję interpretować poprzez odwołanie do symboliki religijnej. Najważniejszą liczbą jest trójka, będąca symbolem Trójcy Świętej, dnia trzeciego zmartwychwstał również Chrystus. Dziewiątka (3×3) staje się symbolem pełnej boskości.
Trzy razy szeptucha powtarza znak krzyża nad zamawianym miejscem lub produktem, często w trakcie zamów trzykrotnie powtarzana jest modlitwa Zdrowaś Mario. Chleb dzielony jest na trzy kawałki, trzykrotną modlitwę należy zmówić o trzech porach dnia.
Liczba trzy opisuje nie tylko czynności szeptuchy oraz akty dopełnienia rytuału przez chorego. Trójka odnosi się również do najważniejszych cech rytuału uzdrowienia: słowa, gestu i tajemnicy. Dodatkowo powszechnie kojarzona jest z początkiem, środkiem i końcem oraz z trzema etapami ludzkiego życia: narodzinami, życiem i śmiercią. Następują również trzy etapy uzdrowienia (opuszczenia stanu zdrowia, marginesu i wyjścia z choroby) oraz wyjścia z choroby (opuszczenie stanu choroby, margines i wejście w stan zdrowia). Kolejną ważną liczbą w kontekście medycyny ludowej jest siódemka będąca sumą liczby trzy i cztery. Czwórka w znaczeniu biblijnym to „liczba stworzonego świata: cztery strony świata, cztery kierunki wiatru, cztery pory roku, cztery rodzaje żywych stworzeń: ludzie, zwierzęta domowe, zwierzęta dzikie, stworzenia powietrzne i wodne”. Sama siódemka jest pełnią i doskonałością, a w średniowieczu była oznaką tajemnicy człowieka (tu: cztery oznacza ziemskie ciało; trzy – duszę szukającą Boga). Liczbę siedem możemy wielokrotnie odnaleźć w Biblii. Znajduje się ona między innymi w Apokalipsie św. Jana, gdzie mowa jest o siedmiu kościołach, gwiazdach, pieczęciach itp. Z kolei w Starym Testamencie siedem kosmyków włosów zapewniało siłę Samsonowi (Sdz 16,13).
Znaczenie liczb trzy, dziewięć i siedem ma nadać rytuałowi uzdrawiania mocy boskiej. Wykorzystanie liczb trzy, dziewięć i siedem, czyli według wierzeń najbardziej boskich, ochrania też osobę uzdrawianą od zła w postaci choroby.
6.
Rytuał stanowi kameralny, niemal intymny performans, którego podstawowymi i nieodłącznymi elementami są słowa i gesty. Słowa odwołują się do magii (zamawianie) i religii (modlitwa nad osobą uzdrawianą). Anna Engelking pisze o magicznej funkcji języka, do której zalicza między innymi tabu językowe, zaklęcia, rytuały słowne, które zależne są od tradycji danej społeczności. Dalej Engelking zauważa, iż wszystkie zjawiska są nazywane, w celu ich usystematyzowania, a tym samym nadania im bytu.
Słowa wypowiadane przez uzdrawiaczy nie są przypadkowe – zawierają one prośbę lub rozkaz. Do Boga szeptuchy zawsze kierują prośbę. Do choroby stosowana jest prośba lub rozkaz, zależnie od praktyki danej uzdrawiaczki. Celem zarówno prośby, jak i rozkazu, jest wypędzenie choroby, która staje się spersonifikowana, właśnie przez nadanie jej nazwy własnej.
W procesie magicznego działania słowa możemy wyróżnić trzy osoby: nadawcę, odbiorcę i postać. Funkcją magiczną ma być tu przemiana trzeciej osoby w odbiorcę komunikatu. W rytuale zamawiania uzdrowicielka mówi z osobą uzdrawianą o dolegliwościach, jednocześnie zwracając się do choroby w słowach zamawiania. Choroba staje się tu zarówno tematem, o którym jest mowa, jak i odbiorcą słów uzdrawiacza. Magiczna moc w rytuale uzdrawiania zawarta jest również w powtórzeniach danych słów, co ma być gwarantem wywołania pożądanej rzeczywistości.
Modlitwa stanowi bezpośredni zwrot do Boga, Matki Boskiej lub świętych. Najczęściej stosowanymi modlitwami są Zdrowaś Mario, Ojcze Nasz, Wierzę w Boga. Często uzdrowicielki wymawiają imię chorego i proszą Boga o odpędzenie choroby. Modlitwa jest prośbą, gdyż ma na celu pobudzenie odbiorcy (w przypadku modlitwy jest nim Bóg) do spełnienia życzenia adresata. Zakłada się, że bóstwo jest w stanie sprostać wymaganiom. Prośba musi mieć odpowiednią intonację, inaczej może być odebrana jako rozkaz, ten z kolei zakłada, że coś trzeba zrobić, a nie jedynie można.
Zamawianie jest bezpośrednim zwrotem do choroby. Zdarza się, że słowa zamów wypowiadane są głośno, dlatego też można natrafić na zapisanie ich treści, jednak jest to sporadyczne. Objawiają się one jako prośba: „O różo, różo! […] Proszę Cię bardzo: Ustąp za przyczyną Jezusa i Maryi!”. Formuły zamawiań najczęściej są żądaniem, które ukazuje przekonanie mówiącego, że adresat ma ulec jego wymaganiom. Od prośby żądanie odróżnia się swoją kategorycznością. Jest ono nastawione na efekt natychmiastowy. Często następuje w nim dokładne wskazanie miejsca, do którego ma udać się choroba:
Przestrachu!
Przestrachu!
Idź na bory na lasy,
Na suche korzenie,
Gdzie nie dojedzie człowiek,
Ani żodne stworzenie.
Z żądania wynika też zwracanie się do choroby w trybie rozkazującym:
Wychodź!
Wychodź!
Wychodź!
Idź na góry!
Na lasy!
Gdzie słoneczko nie doświeci,
Ptaszek nie doleci.
Zgiń!
Przepadnij na wieczne niewczasy!
W powyższych słowach trzykrotnie zostało użyte sformułowanie „wychodź”. Ma to podkreślić prawdziwe zadanie, jakie narzucone zostaje chorobie przez nadawcę.
Gest jest spójny ze słowami, dzięki czemu te dwa czynniki dopełniają się. W rytuale uzdrawiania najczęściej powtarzanym ruchem jest znak krzyża. Szeptucha wykonuje go przed każdą modlitwą, kilka razy w trakcie i po jej zakończeniu. Znak ten towarzyszy również zamawianiu rzeczy. Gesty szeptuch zobrazowane zostały zarówno w reportażach filmowych Kołaczkowskiego i Palusińskiej oraz Żakowieckiej-Krysiak i Baranowskiego. W pierwszym szeptucha Paraskiewa żegna się, a następnie kładzie dłonie na głowie uzdrawianej kobiety. Znak krzyża wykonuje również podczas zamawiania lnu. Każdej części lnianych pakuł dotyka oddzielnie, wypowiadając słowa zamawiania. Następnie spala pakuły nad głową kobiety, którą przykrywa wcześniej białą, rownież lnianą chustą. Dalej ociera chustą twarz uzdrawianej. Na koniec przykrywa jeszcze raz głowę chustą i obejmuje ją dłońmi.
W dokumencie Żakowieckiej-Krysiak i Baranowskiego widzimy powielenie przez uzdrawiaczkę z Rudki tych samych gestów, jakie wykonywała Paraskiewa. Szeptucha trzyma w dłoniach skronie chorej kobiety. Trzykrotnie robi znak krzyża nad głową uzdrawianej osoby. Znak ten wykonuje następnie nad zamawianym cukrem i chlebem oraz chorymi kończynami. Szeptucha dotyka również każdego z palców dłoni chorej modląc się przy tym. Czynność ta ponownie zostaje zakończona trzykrotnym znakiem krzyża.
W trakcie obejmowania dłońmi głowy osoby uzdrawianej szeptucha z Rudki ma zamknięte oczy, zaś Paraskiewa patrzy w dal. Świadczy to o ich dużym skupieniu. W tym momencie prowadzony jest dialog z Bogiem, który prowadzi uzdrawiaczka-pośredniczka. Gest ten zdaje się być przekazywaniem energii od Boga przez szeptuchę do osoby uzdrawianej, co ma dać jej zdrowie. Szeptuchy często dotykają chorych miejsc, aby moc uzdrowienia doszła do konkretnego punktu w ciele.
W praktykach szeptuch możemy natrafić na zataczanie koła nad głową osoby uzdrawianej. W trakcie badań spotkałam się z zataczaniem okręgu świecą, zaraz po skończeniu palenia lnu nad głową. Charyton dodaje, iż ruch obrotowy jest symbolem prawidłowego biegu świata, pod warunkiem, że przebiega on w tym kierunku, co ruch słońca po niebie (od zachodu na wschód).
Zaobserwować można, że na pełny rytuał składają się słowo, gest i przedmiot. Słowa mają funkcję stwarzania, gesty podkreślają znaczenie słów, a przedmioty, będąc w ciągłym użyciu, stają się częścią gestu oraz dopełniają całość rytuału.
7.
Praktyki podlaskich szeptuch pozostają tematem kontrowersyjnym. W wielu przypadkach nie sposób jednoznacznie stwierdzić, czy chorobę wypędza magiczny rytuał, czy tabletki przepisywane przez lekarzy zaczynają działać. Zdania medyków na temat podlaskich uzdrowicielek są podzielone. Część z nich nie odradza pacjentom korzystania z usług szeptuch, gdyż wiedzą, że te nie dają leków i nie pozwalają odstawiać medykamentów bez konsultacji z lekarzem. Wielu uzdrowicieli dodatkowo zaleca po wizycie u nich powtórzenie badań u lekarza. Lekarze nienegujący uzdrawiania uważają, że szeptucha na pewno nie zaszkodzi, a skoro ma pomóc nawet samej świadomości pacjenta, to jest to duży atut w walce z chorobą. Inni zaś wychodzą z założenia, iż przez same zamawianie i modlitwy choroby nie da się uleczyć.
Negatywne podejście do uzdrowicielek ma też większość kleru, zarówno prawosławnego, jak i katolickiego. Uważają oni, że szeptuchy pomagają fizycznie, ale odciągają od spraw duchowych. Przedstawiciele kleru uważają za podejrzany fakt, że uzdrowicielki, jeśli nie przekażą swojej wiedzy, umierają w strasznych męczarniach. Biorą to za oznakę, iż moce zamawiaczy pochodzą od sił nieczystych. Należy jednak pamiętać, że jest to oficjalne stanowisko. Wielu kapłanów przymyka oko na praktyki szeptuch, ze względu na ich dużą bogobojność. W dokumencie Szept ukazana jest wypowiedź batiuszki na temat uzdrawiaczek. Zauważa on, że ciężko określić granicę, zależy ona w dużej mierze od uczestnictwa danej szeptuchy w życiu sakralnym. Batiuszka ten stwierdza również, że uzdrawiaczki dają ludziom nadzieję, a ta jego zdaniem jest w życiu bardzo ważna.
Również wśród moich rozmówców, którzy korzystali z praktyk szeptuch, wielu jednoznacznie nie potrafiło odpowiedzieć na pytanie, czy faktycznie ich stan zdrowia uległ poprawie przez uzdrowienie, czy był to zbieg okoliczności. Wszyscy moi respondenci są jednak zgodni co do tego, że nie żałują i polecają wizytę u uzdrowicielki. Nawet jeśli powodem poprawy nie jest modlitwa szeptuchy, to wizyta u niej poprawia samopoczucie, a wiara w to, że otrzymamy oczekiwaną pomoc, dodaje nowych sił w walce z chorobą.
Szeptuchy w Polsce – pomogą czy zaszkodzą?
To ciężka praca i niemalże dożywotnia posługa, bo szeptucha nie może zrezygnować ze swojej praktyki, zabrałaby bowiem ludziom coś ważnego. Nigdy nie odmawia. Przyjmuje codziennie, z wyjątkiem świąt prawosławnych i niedziel. Pracuje po osiem godzin dziennie, a trzeba pamiętać, że podlaskie szeptuchy mają swoje lata. Do tego nie dostaje za swoją pracę wynagrodzenia.
Małgorzata Charyton podkreśla, że szeptucha z Podlasia nie ma cennika, kasy fiskalnej, nie żąda zapłaty i nie weźmie pieniędzy do ręki. Ale – jak mówi ekspertka – ludzie mają taką potrzebę, żeby zapłacić choćby 5 zł na świeczkę, którą później zapali w cerkwi w intencji chorego. Często ludzie, którzy przyjechali z daleka i wydali mnóstwo pieniędzy na inne badania i konsultacje, chcą zapłacić więcej, tak jak za normalną wizytę. Wtedy mogą usłyszeć, że połowa tego wystarczy za całą rodzinę.