Elena Fiodorowna Zajcewa – tłumaczenie wykładów cz,1
2026-06-28Część wykładu Eleny Fiodorowny Zajcewej. W kolejnych fragmentach autorka omawia następne rośliny jadalne i lecznicze, opisując ich właściwości oraz tradycyjne sposoby wykorzystania.
Uwaga dla Czytelników
Niniejszy tekst stanowi wierne tłumaczenie wykładu Eleny Fiodorowny Zajcewej z języka rosyjskiego. Zachowano kolejność wypowiedzi, sposób prowadzenia wykładu oraz przekazywane treści. Tekst został opracowany wyłącznie pod względem językowym, nie zmieniając sensu ani treści wypowiedzi autorki.
Celem opracowania jest udostępnienie polskim czytelnikom jak najwierniejszego przekazu wiedzy Eleny Fiodorowny Zajcewej o tradycyjnym wykorzystaniu roślin jadalnych i leczniczych, zgodnie z treścią oryginalnego wykładu.
Dzisiaj będziemy kontynuować wykład poświęcony jadalnym roślinom. Jeśli Bóg pozwoli, omówimy rośliny liściaste, najprostsze jadalne zioła oraz herbaty ziołowe. Mam nadzieję, że uda nam się przekazać wam jeszcze wiele cennych informacji.
Wczoraj otrzymaliśmy wielkie błogosławieństwo. Nasz ciężko chory starzec, ojciec Cyryl, przekazał je przez lekarza z Kazania, który odwiedził go osobiście.
Ojciec Cyryl powiedział:
„Przekażcie Elenie Fiodorownie moje błogosławieństwo za wszystkie dobre dzieła, które wykonuje. Kłaniam się jej nisko.”
To błogosławieństwo naszego duchowego ojca niech będzie epigrafem do dzisiejszego wykładu.
Chciałabym przeczytać fragment z żywotów świętych ojców pustyni. Opowiada on o tym, jak wielkie znaczenie miały jadalne zioła.
W żywocie jednego z egipskich pustelników opisano następującą historię.
Pustelnik żył na pustyni i odżywiał się ziołami oraz korzeniami. Piaszczysta ziemia rodziła wiele pachnących i słodkich roślin. Nie wszystkie jednak nadawały się do jedzenia. Korzenie często wyglądały podobnie i pachniały tak samo, lecz niektóre z nich były śmiertelnie trujące.
Z czasem organizm pustelnika zaczął słabnąć. Pojawiły się silne bóle brzucha i częste wymioty. Żołądek był tak wyczerpany, że bał się już jeść jakiekolwiek zioła i korzenie.
Siódmego dnia, gdy ledwie oddychał, przyleciał do niego pewien ptak. Zaczął wybierać spośród roślin tylko te, które były bezpieczne do jedzenia, a omijał trujące. Widząc to, święty zrozumiał, które zioła może spożywać, a których powinien unikać, aby nie umrzeć z głodu ani nie zatruć się trującymi roślinami.
Jak widzimy, nawet w życiu dawnych świętych pustelników, którzy żywili się głównie tym, co dawała im natura, znajomość roślin była sprawą życia i śmierci.
Dlatego dziś chcę opowiedzieć wam o ziołach, które powinniśmy znać. To właśnie dzięki nim przeżywali nasi dziadkowie i pradziadkowie w najtrudniejszych czasach. My również powinniśmy znać te rośliny i przekazać tę wiedzę naszym dzieciom.
Pierwszą rośliną będzie mniszek lekarski.
Z mniszka przygotowuje się herbatę dla matek karmiących, herbatę żołądkową, herbatę krwiotwórczą, żółciopędną, mieszanki oczyszczające wątrobę, preparaty dla osób z cukrzycą, środki przeciw miażdżycy, łagodne środki przeczyszczające oraz toniki wzmacniające.
Widzicie więc, ile zastosowań ma jedna roślina.
Kwiaty mniszka są niezwykle bogate w nektar, mikroelementy i substancje oczyszczające krew.
Nie będziemy teraz szczegółowo omawiać wszystkich jego właściwości leczniczych, bo zabrakłoby nam czasu. Chcę przede wszystkim powiedzieć, jak można go wykorzystać jako roślinę jadalną.
Z liści mniszka można przygotować wiele potraw.
Najprostsza jest kanapka z liśćmi mniszka i masłem.
Liście należy przez 40 minut moczyć w zimnej, lekko osolonej wodzie, aby pozbyć się goryczy. Następnie drobno je posiekać, wymieszać z masłem i smarować nimi chleb.
Takie kanapki bardzo dobrze podawać osobom chorym oraz dzieciom mającym słaby apetyt.
Liście można również dodawać do sałatek.
Można z nich przygotować wiele prostych potraw. Najważniejsze jest, aby przed użyciem zawsze wymoczyć je przez około czterdzieści minut w lekko osolonej wodzie. Po takim przygotowaniu nadają się do zup, sałatek i wielu innych dań.
Optymalna ilość to około 40 gramów liści na jedną osobę. Oczywiście można spożywać ich więcej.
Z mniszka przygotowuje się także dżem.
Kiedy analizowałam skład mikroelementów różnych roślin, okazało się, że właśnie mniszek lekarski należy do najbogatszych w mikroelementy.
Nie ma chyba ani jednego ogrodu, w którym by nie rósł.
I praktycznie nie ma choroby, przy której nie znalazłby zastosowania.
Przeczytałam opisy dwudziestu dwóch roślin jadalnych. Są to między innymi:
-
barszcz zwyczajny,
-
arcydzięgiel,
-
lebiodka (oregano),
-
wierzbownica,
-
szczaw zajęczy,
-
pokrzywa,
-
komosa,
-
łopian,
-
mniszek lekarski.
Wszystkie te rośliny nadają się do spożycia i wszystkie są wartościowe jako pokarm.
Teraz chciałabym powiedzieć kilka słów o barszczu zwyczajnym.
Nie należy go mylić z barszczem Sosnowskiego, który został sprowadzony później i jest rośliną niebezpieczną.
Nasz rodzimy barszcz zwyczajny od dawna wykorzystywano jako roślinę spożywczą.
Przygotowywano z niego kwas, dodawano go do potraw i wykorzystywano jako warzywo.
Natomiast barszcz Sosnowskiego, który sprowadzono z zagranicy jako roślinę pastewną, okazał się bardzo niebezpieczny.
Ma ogromne liście i wielkie baldachy kwiatów.
Podczas kwitnienia powoduje ciężkie oparzenia skóry, często gorsze od oparzeń ogniem.
Dlatego należy go niszczyć, zanim wyda nasiona.
Jedna roślina może wydać nawet 120 tysięcy nasion.
Wyobraźcie sobie, jak szybko może opanować całe pola.
Pszczelarze ostrzegali przed nim od dawna.
Pamiętam kobietę, która nie wiedziała, czym jest barszcz Sosnowskiego. Zerwała jego liście i doznała bardzo ciężkich poparzeń.
Takich przypadków było wiele.
Natomiast nasz rodzimy barszcz zwyczajny jest zupełnie inną rośliną.
Dorasta mniej więcej do półtora metra wysokości.
Świeży sok z jego liści był w medycynie ludowej stosowany przy przeziębieniach, zapaleniu oskrzeli, zapaleniu płuc, a także przy kamicy moczowej i żółciowej.
Kąpiele z dodatkiem barszczu stosowano przy skazie, skrofułach, hemoroidach i krzywicy.
Ja jednak powiem wam więcej.
Uważam, że jest to roślina o znacznie szerszym zastosowaniu, niż podają książki.
Powiem wam to na podstawie własnego doświadczenia i tego, co sama widziałam.
Jadłam barszcz zwyczajny przez trzy lata, kiedy przebywałam na zesłaniu.
To właśnie ta roślina ratowała nas od głodu.
Rośnie wszędzie i przez wiele osób uważana jest za chwast.
Tymczasem dawniej była bardzo cenioną rośliną spożywczą.
Młode pędy i liście gotowano, smażono oraz dodawano do różnych potraw.
Korzeń można piec podobnie jak ziemniaki.
Uważano, że barszcz zwyczajny wspiera organizm przy wielu chorobach.
Nasz barszcz wygląda zupełnie inaczej niż barszcz Sosnowskiego.
Barszcz Sosnowskiego ma ogromne liście i bardzo duże kwiatostany.
Nasz rodzimy barszcz jest znacznie mniejszy.
Świeży sok z liści w medycynie ludowej stosowano przy:
-
przeziębieniu,
-
zapaleniu oskrzeli,
-
zapaleniu płuc,
-
kamicy moczowej,
-
kamicy żółciowej,
-
osteochondrozie,
-
czyraczności.
Kąpiele z dodatkiem ziela zalecano przy:
-
skazie,
-
skrofułach,
-
hemoroidach,
-
krzywicy.
Ale w książkach napisano o nim bardzo niewiele.
Ja mówię wam z własnego doświadczenia, że jest to roślina o znacznie większych możliwościach.
Najprostszy sposób przygotowania jest bardzo łatwy.
Jedną łyżkę suszonych korzeni należy zalać dwiema szklankami wrzącej wody.
Pozostawić do zaparzenia przez godzinę.
Pić jak herbatę.
Najbardziej ceniono właśnie korzenie.
Kiedy byliśmy dziećmi, wykopywaliśmy ich całe worki.
Zbieraliśmy po dwadzieścia worków.
Przeczytałam wam wcześniej listę dwudziestu dwóch roślin jadalnych.
Teraz będziemy omawiać każdą z nich po kolei.
Przejdźmy do łopianu.
W żywieniu wykorzystuje się wszystkie części tej rośliny, jednak najbardziej wartościowe są korzenie oraz młode liście.
Korzenie zbiera się z młodych roślin pierwszego roku życia albo bardzo wczesną wiosną, zanim roślina drugiego roku rozpocznie wzrost.
Korzenie zebrane wczesną wiosną mają delikatny miąższ i smakiem przypominają marchew.
Młode pędy można jeść na surowo.
Dodaje się je również do sałatek.
Korzenie wykorzystuje się do przygotowania:
-
zup,
-
barszczu,
-
pieczonych potraw,
-
gotowanych dań,
-
smażonych potraw,
-
zapiekanek,
-
owsianki,
-
dań z grzybami,
-
farszu do pierogów i pasztecików.
Moja mama piekła z korzeni łopianu bardzo smaczne paszteciki z zieloną cebulką.
Z korzeni wypiekano również chleb.
Do mąki dodawano od 10 do 50 procent mąki z korzenia łopianu.
Moja mama przygotowywała z niego także kawę.
Korzenie należało obrać, umyć, pokroić, najpierw wysuszyć na słońcu, a następnie dosuszyć w piecu.
Po wysuszeniu mielono je w młynku.
Na jedną szklankę wrzącej wody dodawano jedną–dwie łyżeczki sproszkowanego korzenia.
Tak przygotowywano napój kawowy z łopianu. (CDN..)
Tekst nie stanowi porady medycznej
