Ciało, serce, organy, cały świat – wszystko ma Duszę

2025-12-08 Wyłączono Przez Aneta Rachwał-Adamczyk

” Nie ma przypadków, są tylko zbiegi okoliczności”, które przytrafiają się człowiekowi w chwili kiedy tego najbardziej potrzebuje. Od pierwszego momentu przystępując do Kościoła Naturalnego, poczułam, że trafiam na nauki, których wcześniej nie spotkałam.

Nauki te nie próbują niczego kopiować ani udowadniać. Są niepowtarzalne, bo prowadzą mnie do zupełnie innego spojrzenia na świat — takiego, w którym życie przestaje być walką, a staje się zrozumieniem. Uczą mnie patrzeć na siebie i na wszystko wokół z większą łagodnością, pokorą, miłością, jakby ktoś wreszcie zdjął ze mnie ciężar myślenia, że muszę udowodnić, że jestem wartościowa. Kościół Naturalny nauczył mnie, że nie ma „równych i równiejszych” albowiem każdy człowiek ma piękną, krystalicznie czystą Duszę.

W tych naukach znalazłam przestrzeń, w której rzeczy stają się prostsze, a jednocześnie o wiele bardziej głębokie niż dotychczas. Dzięki nim zobaczyłam, że świat nie jest zimny ani obojętny, że świat nie wymaga od nas codziennej bieganiny, codziennego patrzenia „tunelowo” – pięcioma zmysłami.  Nasz świat żyje. Ja żyję w nim, a on żyje we mnie. To nie jest teoria — to doświadczenie, które każdy z nas może poczuć coraz wyraźniej.

Kiedy zaczęłam to rozumieć, poczułam, że moje ciało i dusza to nie są dwa oddzielne światy. Dusza fizyczności stała się dla mnie czymś bardzo bliskim — jak delikatne światło, które wypełnia każdą moją komórkę. To nie jest dusza „gdzieś tam- daleka, trudna do wyobrażenia”, tylko dusza, która oddycha razem ze mną. To życie, które sprawia, że uczę się odczuwać od środka.

Zrozumiałam, że moje ciało nie jest przypadkowym „workiem na kości„, które mam „utrzymać w formie na tyle aby przetrwać kolejny, bezrefleksyjny dzień”. Ciało jest częścią mojej duchowej drogi. Przez ciało poznaję prawdę o swoich emocjach, granicach i potrzebach. Przez ciało mogę wrócić do siebie, jeśli zbyt długo byłam w biegu, w rozumku, kiedy skupiałam się wciąż na oczekiwaniach, nie dając niczego bezinteresownie, z prawdziwą pokorą i miłością.

Serce natomiast stało się dla mnie miejscem, w którym mieszkają najprostsze odpowiedzi. Odpowiedzi, których szukałam wiele lat na zewnątrz, w świecie fizycznym. Serce nie oszukuje. Serce nie tłumaczy. Serce nie zgaduje. Ono po prostu czuje. Kiedy człowiek uczy się słuchać tego cichego uczucia, które pojawia się w środku piersi — nagle decyzje zaczęły przychodzić łatwiej. Czasem jedno westchnienie serca, jeden skurcz, mówi więcej niż cała analiza.

Serce jest jak brama do prawdy. Delikatna, ale pewna. Brama, której w stu procentach możemy zaufać, która nigdy nas nie skrzywdzi. Otwierając swoje serce, każdego dnia więcej i więcej, już nie trzeba pobierać uwagi z zewnątrz, nie trzeba się afiszować, nie trzeba być głośnym by wzbudzić uwagę innych. Wystarczy stać się pokornym uczniem swojego serca i swojej Duszy a wtedy to one pokierują naszą codziennością, a przede wszystkim sprawią, że poczujemy się spełnieni.

W naukach Kościoła Naturalnego zapadły  mi szczególnie w pamięć słowa Mateusza, że wszystko ma duszę. Kiedy pierwszy raz je usłyszałam, poczułam, jakby ktoś nazwał coś, co od dawna czułam, ale nie umiałam ubrać w słowa.


Bo jeśli wszystko ma duszę — roślina, kamień, zwierzę, wiatr, a nawet emocje, które przeżywam — to świat nie jest chaosem. Świat jest jednością, jest żywy a  ja jestem jego częścią.

To zrozumienie dało mi ogromny spokój. Poczułam, że nie jestem tu przypadkiem, poczułam że wreszcie trafiłam na drogę, której szukałam niemalże całe życie. Skoro wszystko ma duszę, to i ja mam swoje miejsce we Wszechświecie. I moje doświadczenia, emocje, ciało, serce — to wszystko ma sens.

Dziś widzę siebie inaczej. Już nie próbuję oddzielać duchowości od codzienności.

Dla mnie duchowość jest właśnie w tej codzienności: w oddechu o poranku, w zmęczeniu, kiedy zrobiłam za dużo, w radości z drobnych rzeczy, w kontakcie z drugim człowiekiem, w próbie komunikacji z własnymi organami, w próbie poczucia serca.

Duchowość to każda sekunda mojego życia, pomimo licznego błądzenia i poszukiwania, Dusza nie pozwala mi zboczyć z tej drogi. Kiedy upadam wytrwale mnie podnosi.  Dusza fizyczności i serce prowadzą mnie przez to wszystko. Podpowiadają, kiedy się zatrzymać, kiedy ruszyć, kiedy powiedzieć „tak”, a kiedy „nie”. Dają mi wyraźnie do zrozumienia, że dawny świat należy zostawić za sobą.

Każde spotkanie, każde nauki dają mi zrozumienie coraz większe, że to nie fizyczność ma się rozrastać, lecz moja Dusza Fizyczności. To ona ma wziąć „górę” nad moim kombinującym rozumkiem.

Nie wszystko przychodzi łatwo, wręcz czasem jest bardzo trudno poznać siebie, jaką naprawdę jestem, gdzie popełniam błędy, kiedy krzywdzę innych, bez zakładania maski, zmienić siebie, stać się bardziej pokojową. Jednakże owa „trudność” to szczęście w codziennym rozwoju, chęć doskonalenia swojego postępowania, myśli, słów, chęć bycia stabilnym emocjonalnie. Droga jest długa, trwa do końca naszego życia ale efekt jaki za sobą niesie to zmiana na lepsze.

Im dłużej słucham, tym bardziej czuję, że jestem w coraz większej zgodzie ze sobą. Że jestem w życiu, a nie obok niego. Że jestem częścią świata, który ma duszę — i że ta dusza jest we mnie.